SPRAWY RODZINNE

Matka moja zmarła dnia 11 marca 1956 roku w wieku lat 78.  Chorowała bardzo ciężko przez dwa tygodnie.  W ostatnich dniach jej życia wystąpiła bardzo silna puchlina dolnych kończyn.  Siostry powiadomiły mnie, że przed śmiercią prosiła ich o przekazanie dla mnie Jej specjalnego matczynego błogosławieństwa - pożegnania.  Nie pomogły lekarstwa kanadyjskie ani krajowe.  Obecnie, gdy wejdę do apteki Hahn'a w Waterloo i poczuję ten charakterystyczny zapach lekarstw i kosmetyków, to zaraz przypomina się Matka, gdyż w tej właśnie aptece kupowałem dla Niej pierwsze lekarstwa według recepty polskiego lekarza.

 

Po zakończeniu drugiej wojny światowej udała się Matka z pielgrzymką do Częstochowy, aby uprosić Matkę Boską o łaskę zobaczenia mnie przed śmiercią.  Nie doczekała się, biedna, tego.  Nie miała lekkiego życia.  W czasie pierwszej wojny światowej sama wychowywała nas czworo, gdyż Ojciec brał udział w wojnie.

 

Brat Bartłozniej miał 65 lat, kiedy pożegnał się z tym światem w dniu 7 lipca 1961 roku.  Ciężkie miał życie nie mogąc z nikim podzielić się swoimi myślami ani zmartwieniami.  Nie miał żadnej społeczno-lekarskiej opieki ani w wolnej Polsce, ani też w tej powojennej.  Jedynie matka i my, rodzeństwo, staraliśmy się w miarę naszych zdolności i możliwości czynić Jego życie mniej przykrym.  Zarówno Matka jak i brat Bartłomiej zostali pochowani na cmentarza w Pietrzykowicach.

 

W kwietniu 1965 roku sprowadziłem na stały pobyt do Kanady siostrę Helenę wraz z mężem Ludwikiem Pytlikiem i trzema synami: Piotrem, Grzegorzem i Markiem, oraz niezamężną siostrę Anastazję.  W przeciągu zaledwie 10 dni po ich przyjeździe udało mi się dostać pracę dla sióstr i szwagra, oraz siostrzeńców umieścić w szkołach.  Przez prawie rok czasu mieszkali w moim domu, a potem przeprowadzili się do własnego, pół bloku oddalonego od mojego.

 

Jeśli chodzi o moje osobiste życie, to w 1951 roku postanowiłem wziąć rozwód z kawalerstwem.  28 kwietnia, w kościele Najsł. Serca Jezus w Kitchener odbył się mój ślub z panią Felicją Weichsel.  Było to dla Niej drugie małżeństwo.  Pierwszy jej mąż zginął w Jugosławii w czasie II wojny światowej.  Jej syn z pierwszego małżeńistwa, Bill, miał 10 lat w dniu naszego ślubu.  Przez następne 21 lat spędzonych razem nigdy nie doszło między nami do sprzeczki, ani też do wymiany przykrych słów, a przeciwnie - w miarę dorastania okazywał należny szacunek i zrozumienie w stosunku do swojej matki i do mnie.  Po skończeniu szkoły średniej St. Jerome w Kitchener studiował na uniwersytecie w Waterloo uzyskując po 4 latach dyplom B.A., a następnie sam zaczął uczyć w Waterloo - Oxford Collegiate i w tym też czasie ożenił się z panną Jo-Ann Menill, nauczycielką szkoły średniej w Preston.  Zdawałoby się, że życie stanęło przed nim otworem, a jednak nie długo Bill cieszył się swoim szczęściem.  Zachorował bardzo poważnie na coś, co lekarze ókreślali jako "złośliwe ciśnienie krwi".  Przez pół roku leczona go w K-W Hospital, i w St. Mary's w Kitchener, i w Sunny Brook w Toronto.  Kiedy lekarze uznali, że wiedza medyczna nie ma dla Bill'a żadnego ratunku, to przewieźli go z powrotem do K-W szpitala w Kitchener, gdzie dnia 6 lipca 1972 roku zmarł na rękach swojej matki.  Wśród wszystkich, którzy go znali, pozostawił najlepsze wspomnienia życzliwego inteligentnego człowieka i dobrego przyjaciela.

 

Muszę tutaj z całym uznaniem podkreślić zasługi mojej żony w wychowaniu tak wartościowego człowieka, jakim był Bill.  Wyrabiała w nim poczucie obowiązku i odpowiedzialności, oraz solidności.  Nigdy nie pozwoliła, aby zadania domowe były odkładane na później: po kolacji, sama przerabiała z nim trudniejsze przedmioty i sprawdzała to, co już sam odrobił wcześniej.  Dopiero po odrobieniu wszystkich lekcji mógł Bill spędzać czas z kolegami, czy też na oglądaniu programu telewizyjnego.

 

Podziwiałem też żonę w czasie choroby Bill`a: codziennie była z nim bez względu na szpital, w którym go leczono.  W Toronto mieszkała kątem u znajomych, aby być z synem w szpitalu, do którego dojeżdżała autobusem, gdy znajomi nie mogli jej podwieźć samochodem.

 

W przeddzień pogrzebu Bill'a, w kaplicy domu pogrzebowego Ratz-Baechtel, Ksiądz Zinn z kościola Najsł. Serca Jezus odmówił Różaniec, okolicznościowe modlitwy i psalmy wraz z zebranymi krewnymi, przyjaciółmi i sąsiadami, oraz członkami Knights of Columbus.  Tenże sam Ks. Zinn odprawił na drugi dzień, 9 lipca, Mszę św. żałobną w kościele Najsł. Serca Jezus, a następnie poprowadził kondukt żałobny do kaplicy cmentarnej w Parkview w Waterloo, aby tam pożegnać Bill`a na wieczny spoczynek w grobie rodzinnym.

 

Tak jak w czasie choroby, tak też w załatwieniu wszystkich formalności pogrzebowych i w czasie pogrzebu moja żona wykazała wiel-ki hart ducha i opanowanie, chociaż cierpiała, jak tylko może cierpieć matka przy utracie jedynego ukochanego syna.

 

Moje i żony srebrne wesele obchodziliśmy 15 maja 1976 r.  Wieczorem o godz. 5 odbyło się nabożeństwo w kościele Najsłodszego Serca Jezus, w czasie którego odnowiliśmy swoje ślubowanie małżeńskie wobec Ks. E. Łapińskiego.  Jak szybko mijają lata, tak szybko minęło już 25 lat od naszego ślubu w tym samym kościele, którego udzielił nam Ks. Emil P. Stec, dnia 28 kwietnia 1951 r.

 

Po skończonej uroczystości kościelnej, na hali parafialnej odbyło się przyjęcie dla rodziny i zaproszonych przyjaciół.  Miłe wspomnienie z tego wieczoru pozostanie na długo w naszej pamięci.